Relacja z Mistrzostw Świata by Selverin

W zeszłym roku nasz Mistrz Polski Selverin pojechał na Worldsy do USA. Zajął tam świetne 12 miejsce. Sporo czasu minęło, ale relacja w końcu jest.

Inermis

Wstęp

Krótka relacja z Mistrzostw Świata. Pisana z pamięci, więc przepraszam za ewentualne dziury.

Po  wyczerpującym 13-sto godzinnym locie do Minneapolis (podczas którego powtarzałem sobie ostatni sezon Wikingów 🙂 ) przywitała mnie tradycyjna amerykańska gościnność. Czyli 2 godziny stania w kolejce do urzędnika imigracyjnego… Po załatwieniu formalności czekałem razem z szwedzkim mistrzem X-Wing na gościa z FFG, który miał nas zabrać do hotelu. Szwed był bardzo spoko. Ponarzekaliśmy sobie wspólnie na Rosję dążącą do konfliktu. Hotel okazał bardzo porządnym eleganckim miejscem, chociaż z kilkoma amerykańskimi dziwnościami. Po upewnieniu się u obsługi, że moja toaleta na pewno nie jest zepsuta (to podobno amerykański standard, że muszla napełnia się wodą do pełna – WTF?) udałem się zarejestrować do pobliskiego games center. Games center okazał się  naprawdę rewelacyjnym miejscem. Mnóstwo niechybotliwych stołów do grania, bufet i sklepik z grami nie tylko od FFG. Fajnie byłoby mieć coś takiego w Warszawie. Pierwsze wrażenie o ludziach – bardzo mili. Drugie wrażenie – ilu tu grubasów, bez kitu, prawie połowa ludzi ważyła ponad 150kg, nie polecam siedzenia przy stole pomiędzy takimi dwoma… Trzecie wrażenie – ale mają szpetne kobiety, jedyne ładne to te, co z Europy przyjechały. Miłą niespodzianką było, że przy rejestracji dostaliśmy po 3 akrylowe kredyty, ich nigdy za wiele 🙂 Wkrótce rozpoczęła się konferencja FFG dotycząca przyszłości LCG. A na niej dwie bomby: rotacja i restart Gry o Tron. Można w internecie się naczytać sporo negatywnych opinii o pomyśle rotacji, ale na żywo na sali było widać, że rotacja ma zdecydowane poparcie u graczy, tak głośnych owacji dawno nie słyszałem. Stara dobra Gra o Tron dostanie nowe życie, po średnio udanym Conqueście wreszcie nadchodzi coś, na co warto czekać. Sam mam zamiar grać (oczywiście Netrunner dalej numerem jeden :D), mam nadzieję, że znajdzie się ekipa do grania w Warszawie, pozostaje tylko czekać na premierę na GenConie. Wieczorem wyszedłem z grupą Amerykanów do tradycyjnego amerykańskiego baru na tradycyjne amerykańskie piwo, które jest niedobre 😛 Pogadałem z nimi o Netrunnerze i doszedłem do wniosku że strasznie trudno ich przekonać do grania czymkolwiek innym niż mało subtelne Near-Earth Hub (NEH) fast advance i Criminal. Oprócz tego dowiedziałem się, że jednak wszyscy znają na pamięć moje talie, ale z perspektywy czasu okazało się, że i tak to nie miało znaczenia.

Draft

Na następny dzień popołudniu zaplanowany był draft. Przed południem zagraliśmy sobie z grupką amerykanów cube draft z dotychczasowej puli kart. Bardzo fajnie się grało, chociaż nie mam talentu do drafta i przerypałem wszystkie gry.  Po obiedzie rozpoczął się draft organizowany przez FFG na nowym secie. Draftowanie było bardzo emocjonujące, bo co raz trafiały się nowe karty i trzeba było wszystko uważnie czytać. Poszczególnych gier nie będę opisywać, ale prawie wszystkie były bardzo zabawne (szczególnie gra z francuzem który 7 razy pod rząd wyciągnął mi z HQ Litle Engine), chociaż strasznie losowe. I to wydaje mi się największą wadą drafta – losowość.

Nowy draft set jest tak zaprojektowany, że ma mało lodów posiada end run, a dużo przedziwnych efektów, które najczęściej nic nie robią albo nie masz kasy na odpalenie, bo twoja cała ekonomia to Turtlebacks. Runner za to nie ma wyszukiwarek programów, a breakery też bardzo rzadkie. Jako jednorazową zabawę polecam, ale granie go dłużej szybko zniechęci. Na koniec turnieju byłem gdzieś w połowie i jako nagrodę dostałem promkę pancerza i deckbox Weylandu.

Conquest

Dzień kolejny to turniej Conquesta. Nie będę szczegółowo opisywał, bo to nie ten blog, ale pochwalę się, że udało mi się dostać do finałowego top 16, niestety musiałem zdropować, żeby grać następnego dnia w Netrunnera. W ogóle Conquest potraktowany został przez graczy jako mało ważny turniej poboczny. Po pierwszej rundzie zdropowało kilkudziesięciu graczy, bo zapisali się na turniej tylko po to, żeby dostać promkę i wystawić ją na eBay. A z finałowego top16 aż 7 osób wolało zdropować i grać następnego dnia w eliminacjach Netrunnera! Conquest miał królować w USA, a okazuje się, że mało kto go traktuje poważnie i nawet staruszek GoT go bije popularnością.

Eliminacje

Następny dzień stał pod znakiem Netrunnera, a konkretnie fazy eliminacji. Mi jako mistrzowi kraju przypadał na pierwszą rundę SuperBye – czyli darmowe zwycięstwo. W czasie pierwszej rundy gadałem z innymi mistrzami krajów o lokalnych metach. O ile w USA dominuje Andromeda i NEH to z Europy przyjechało dużo więcej ciekawych talii. Były zabijające Personal Evolution, Noise, Blue Sun, glaciery HB i Jinteki RP. Nawet wydawałoby się zwykłe Andromedy różniły się kompletem Magnum Opus i Feedback Filterami. Do Opusa w Criminalu Inermis mnie przyzwyczaił, ale Feedback Filter to dla mnie egzotyka –  ale po trafieniu na Personal Evolution rozumiem wybór. Belg grający PE miał nawet Shatterred Remains tylko po to, żeby kontrować Feedback Filter. Na 2. rundę zostałem zaproszony na specjalny stół nadający transmisję poprzez live streama. Grałem ze znajomym już Amerykaninem.

W pierwszej grze jako Tennin Institute dominowałem. Widać było, że przeciwnik widzi taki deck pierwszy raz na oczy i nie wie, co robić. Moje Ice walle urosły do rozmiarów nie do przejścia. Kwestią czasu było tylko dobranie Trick Of Light i scorowanie agend – tak się też wkrótce stało. W drugiej grze grałem moją CT na Stimhackach. Przeciwko NEHowi potrzeba trochę szczęścia, którego tu mi zabrakło i przeciwnik dość szybko zrushował agendy, aczkolwiek stres go prawie zjadł przy moich multiaccessach. Mecz finalnie zakończył się remisem. W 3 rundzie trafiłem na Amerykanina ze znanym na OCTGN nickiem, chociaż ja go nie kojarzyłem. Ale kazał pozdrowić hsiale. Grał on Andromedą i PE. Mój Tenin miał slaby początek i przeciwnik dociągnął do 5 punktów. Ja nazbierałem w tym czasie 4, więc zrobiło się niewesoło. Widziałem że jeszcze ze 2 tury i nazbiera znowu kasę na run na r&d po 3 karty, co pewnie wygrałoby mu grę. Na szczęście wcześniej doszedł mi Trick Of Light i udało się odpalić moją tajną broń czyli Future Perfect z ręki. Druga gra przeciwko PE. Liczyłem, że mało osób będzie tym grało, bo to niekorzystny matchup dla mnie. O dziwo przez większość gry całkiem nieźle mi szło, nazbierałem nawet 5 punktów. Niestety wpadłem potem na mushinowanego cerebrala, co przegrało mi grę. Miałem 2 przegrane gry po 3 rundach, co oznaczało raczej środek tabeli, już nie za bardzo mogłem sobie pozwolić na przegrywanie. W kolejnym meczu moim przeciwnikiem okazał się Nordrunner. Bardzo dobry gracz grający aktywnie na OCTGN. Grał amerykańskim standardem czyli androneh. Pierwsza gra, gdzie grałem Teninem, mocno wyrównana do samego końca. Finałowa tura zasługuje na opisanie. Wynik 5:4 dla mnie. Nordrunner zrobił run na R&D po dość drogim serwerze, więc nie mógł sobie powolić na następny run. Na wierzchu talii niestety leżał Future Perfect. Posiadałem równo 7 kredytów. Na ręcę miałem już Biotic Labour i Braintrust. Obie karty widział wcześniej z indexingu i celebrity giftów kilka tur temu. Więc jedyną opcją dla mnie dającą mi zwycięstwo w następnej turze było zalicytować 0 kredytów. Ale było to tak oczywiste, że sądząc, że on też będzie uważać, że broniąc się, wybiorę 1 lub 2, zaryzykowałem finalnie i zalicytowałem finalnie te oczywiste 0. Wielki stres, a następnie radość na widok wypadającego z ręki przeciwnika pieniążka. Później przyznał się, że zwyczajnie zapomniał o tym, że mu pokazywałem biotica. Ale bardzo spodobała mu sie moja talia i męczył mnie potem cały dzień, żebym z nim jeszcze trochę tym pograł (skończyło się na tym, że w niedzielę po turnieju uczyłem amerykanów grać Teninem, mimo że grali nim pierwszy raz, to i tak łoili sobie nawzajem swoje topowe andromedy :P). Druga gra przeciwko NEHowi była całkowicie pod moją kontrolą. Od samego początku rushowałem multiaccessem po R&D i kradłem Legworkiem fastrackowane Astroscript. Finalnie zwycięski mecz przeciwko tak dobremu graczowi stworzył apetyt na dostanie się do topki. Kolejną 5 rundę grałem przeciw standardowej replikacji. Nie miałem w ogóle szczęścia do licytacji PSI na Caprice Nisei i Future Perfect i zdecydowanie przegrałem tę grę. Za to w rewanżu Tenin dalej królował, tym razem dzięki Tyraant’owi na którego Andromeda nie miała żadnej kontry. 6 runda musiała być wygrana, bo zacząłem odpadać od topki. Pierwsza gra nie zapowiadała się na łatwą, przeciwnik miał Noisa, z którym mi się najciężej gra. Na szczęście dostałem na początku gry Lotus Field, za którym przepchnąłem 3 agendy i zakończyłem grę 3 Medical Breakthrough z ręki. Rushowałem jak NEH, niestety na Noisa innej kontry nie mam, ale ważne, że się udało. Druga gra to znowu NEH, tym razem jednak szczęście dopisało i wczesnym jednym runem z Maker Eye i R&D Interface wyciągnąłem 6 punktów. Obie gry bardzo szybkie, 4 punkty dla mnie i, jak policzyłem, w ostatniej rundzie też musiałem wygrać. A tam po raz kolejny Andromeda i NEH. Tenin standardowo wygrał z Andromedą, widać, że przeciwnicy kompletnie nie mieli do tej pory pomysłu, jak coś tymi Andromedami z Teninem ugrać. Z NEHem bardzo wyrównana gra. Szybko zaczął rushować agendy, ja to samo z jego R&D. Znalazłem już 4 pkt, on ma 5, lecę makerem po 5 kart i 2 agendy, ale w tym NAPD, a ja siedzę na 3 kredytach :/ Jak widać, los jest okrutny. W następnej turze przeciwnik skończył grę fast trackiem. Nie wygrałem, więc obawiałem się odpadnięcia i do samego ogłoszenia wyników strasznie się stresowałem. Gdy w końcu podano klasyfikację, mogłem odetchnąć, bo SuperBye uratował mi dupę, wszedłem do finałów na tiebreakerze. Ufff. Czas pójść spać i przygotować się psychicznie na finały.

TOP 16

W pierwszej grze w top 16 przeciwnik był sklasyfikowany wyżej, więc to on wybierał stronę. Bał się losowo przegrać swoim NEHem z moją Chaos Theory. Spróbował więc sił swoim Katmanem na prepaidach. Teoretycznie dobry wybór, niestety brak ogrania przeciwko Teninowi dał o sobie znać. Jego start był raczej kiepski ekonomicznie, choć mój też jakoś szczególnie nie błyszczał. Pierwszego prepaida znalazł dopiero w połowie gry. Głównym powodem jego przegranej był źle postawiony Atman z siłą 5 do przechodzenia Grima, podczas gdy zablokowały go szybko Lotus Fieldy. Korzystając z okazji, że nie mógł się dostać mi do HQ pełnego agend – scorowałem je kolejno. Gra do zobaczenia na youtube.

W drugim meczu losowaliśmy o to, kto wybiera stronę. Niestety przegrałem losowanie, a przeciwnik, którym był mistrz Belgii (późniejszy wicemistrz świata) słusznie wybrał zabijające Jinteki PE, z którym mam małe szanse. Nawet nie mam za bardzo co tu się rozpisywać o tej grze, po prostu powpadałem na karty zadające damage, aż w końcu mnie spalił. W 3 rundzie znowu musieliśmy losować wybór stron. Szczęście mi nie sprzyjało, bo po raz kolejny przegrałem losowanie. Przeciwnikiem był mistrz Wielkiej Brytanii, obserwował mnie już wcześniej i widział, że mój Tenin jeszcze ani razu nie poległ, więc wybrał granie korporacją. Po raz kolejny musiałem zmierzyć się z NEHem. Skoro nie miałem szczęścia w losowaniu, to liczyłem przynajmniej na szczęście w accessie. W trakcie gry wyszło, że jego NEH nie jest zwyczajnym fast advance, miał 3 Scorche,  Data Raveny i Closed Accounts. Musiałem uważać na tagi. Grałem z początku ostrożnie, chyba za ostrożnie, bo udało mu się przemycić 2 agendy na stole, błąd niesprawdzania kosztował mnie odpadnięcie z turnieju. Widząc że to ostatnia tura zrobiłem samobójcze runy na RD mając nadzieję, że coś znajdę, ale niestety nic nie było i zostałem z tagiem. W następnej turze pokazał mi, że może wygrać na 2 sposoby, scorując NAPD albo paląc scorchami. Tu wynikło trochę zamieszanie na streamie, bo transmisja została ucięta zanim pokazał mi scorche, bo rzeczywiście napda zescorować nie mógł, co mu potem powiedziałem. Grę można obejrzeć na twitchu. Niestety to był dla mnie koniec turnieju. Chociaż dojście do top12 uważam już za spory sukces. Resztę dnia spędziłem na oglądaniu finałowych meczy i robieniu pokazów mojego tenina.

Następnego ranka czekał mnie długi lot powrotny. Cały event uważam za bardzo udany. Fajnie było poznać graczy z całego świata i rozegrać mecze z najlepszymi. Mam nadzieję, że za rok uda mi się przylecieć ponownie.

Selverin

0 Udostępnień