Jackson Howard by Bzyk

W dzisiejszym felietonie o najbardziej popularnym dyrektorze największej agencji informacyjnej na świecie. Jest on drugą najbardziej popularną kartą w taliach korporacji*. Co sądzi na jego temat Bzyk?

* według pobieżnego sprawdzenia danych na netrunner.meteor.com tylko Hedge Fund jest bardziej popularny — Inermis 

Jackson Howard

Czy ma pani chwilę, by porozmawiać o naszym Panu i Zbawcy?

Netrunner to trudna gra, a Jackson Howard to dobra karta. Myślę, że nikt za bardzo nie będzie się kłócił z tymi stwierdzeniami, ale jako że jestem osobą płytkiej wiary, spróbuję zakwestionować te popularne tezy i poddać je pod dyskusję.

Wątpliwości odnośnie Pana i Zbawcy Jacksona pojawiły się, kiedy zacząłem budować talię Jinteki opartą na Archerze, Komainu i The Twins. Pomysł prosty: rushować agendy za tanimi lodami i spowalniać runnera powyższymi kartami. Talia przeszła kilka iteracji, kiedy to w pewnym momencie zauważyłem, że w żadnej z nich nie pojawił się rzeczony Howard. Naturalnym odruchem chciałem naprawić to niedopatrzenie i znaleźć punkty wpływów i miejsce na 3 kopie tej karty. Kiedy zastanawiałem się, co najlepiej zastąpić, uświadomiłem sobie, że w zasadzie Jackson spełniałby u mnie tylko jedną funkcję — łamania zablokowanego R&D. Moja talia nie potrzebowała wracać agend do R&D, tylko chciała je jak najszybciej punktować. Moja talia nie miała czasu na dobieranie kart, bo chciała ten czas poświęcić na punktowanie agend. Moja talia nie potrzebowała wyjmować nic więcej z archiwów, bo do tego służyły Archived Memories, które gwarantują dobranie karty, którą się potrzebuje już teraz, a nie potencjalnie kiedyś w przyszłości. Jackson Howard był po prostu za wolny.

Tak, zdarza się, że Noise zmilluje mi za dużo agend. Tak, zdarza się, że siedzę z 4 agendami w HQ i czekam na Legworka. Bywa tak, że przez to przegrywam. Cała sztuczka polega na tym, że gdybym miał do dyspozycji w tych sytuacjach Jacksona, to i tak bym najpewniej przegrał. Jeśli musiałbym poświęcić całą turę na zabawy z tasowaniem, to straciłbym za dużo tempa. To, że runner ukradnie mi 2 czy 3 agendy po drodze, jest kosztem, który muszę i jestem w stanie przyjąć. Punkty agend to też jest zasób w Netrunnerze, tak samo jak kredyty, clicki i karty. Jeśli tego zasobu się nie używa, traci się okazje do zdobycia przewagi nad przeciwnikiem. Jeśli sytuacja tego wymaga, to odrzucenie agendy do archiwów, albo zagranie jej gołej w nowym serwerze może być najlepszym możliwym zagraniem. Otwarte R&D to nie koniec świata, jeśli w drugiej turze musisz zapunktować swoje 3/1 do aktywacji Archera później. Medical Breakthrough na ręku, może nie warto bronić HQ?

Przystępując do meczu żaden gracz nie ma 100% szans na wygraną. Ciężko powiedzieć ile w Netrunnerze dokładnie można przewagi wypracować, ale dla porównania w grze 1v1 w pokera trwającej około kilkunastu minut ludzie zawodowo grający w pokera rzadko kiedy osiągają więcej niż 55% zwycięstw. Obie gry zawierają elementy losowe i nawet bardzo słaby gracz może wygrać z bardzo dobrym, co na przykład w szachach jest ewenementem. Osobiście uważam, że ta strefa niepewności wnosi ciekawy element do gry. Niestandardowe układy generowane przez tą losowość nie tylko wprowadzają urozmaicenie, ale też sprawdzają takie umiejętności jak szacowanie ryzyka i zdolność prowadzenia partii w nietypowych sytuacjach.

Przez ostatnie 3 miesiące prawie co tydzień przychodzę na spotkania ligowe w warszawskim Padbarze i spotykam ludzi, którzy umieją dobrze grać w Netrunnera. Dlaczego niektórzy z nich częściej wygrywaj, a inni rzadziej? Wydaje mi się, że wielu początkujących graczy, ale też i tych bardziej doświadczonych, nie gra wystarczająco elastycznie. Raz opracowawszy jakiś sposób grania konkretną talią, grają nią tak samo bez względu na okoliczności. Jeżeli karty ułożą się odpowiednio może to być bardzo dobry sposób rozegrania i zapewniać zwycięstwo, ale już przy lekko niepomyślnym rozdaniu albo niewygodnym przeciwniku okazuje się, że to za mało, żeby urwać to dodatkowe zwycięstwo. To jedno dodatkowe zwycięstwo raz na jakiś czas oznacza, że grając w pokera można zarobić na chleb, i że grając w Netrunnera można wygrać czasem turniej.

Zachęcam do tego, by dać sobie szansę i patrzeć na różne gry i na poszczególne sytuacje w tych grach świeżym spojrzeniem i bez bagażu przyzwyczajeń. Żeby poprawić swój poziom, wystarczy tylko być świadomym pojawiających się sytuacji i podejmować skalkulowane ryzyko. I przede wszystkim liczyć się z tym, że dużo gier się przegra, nawet jeśli podejmie się najlepszą możliwą decyzję. Czy to oznacza, że Netrunner jednak jest prostą grą? Wcale nie, tak samo jak Jackson Howard nie jest słabą kartą. Zbawca jest jeden, ale czasem same modlitwy nie wystarczą i samemu trzeba pomóc szczęściu.

Bzyk